Nie daje mi spokoju historia Irka Grzegorczyka, który okazał się najbarwniejszą postacią drugiej edycji programu „Big Brother” i w nie wyjaśnionych do końca okolicznościach został z niego relegowany.

Od początku budził skrajne emocje. Jednych zadziwiał nieprzewidywalnością swoich sądów i ekscentrycznym zachowaniem, innych przerażał albo oburzał. Pewna moja znajoma, bez wątpienia należąca do tej eleganckiej i wysoce humanistycznej części inteligencji, która z założenia nie ogląda programów z gatunku reality show, powiedziała o nim krótko: to debil. Znam jednak i takich, którzy sekundowali Irkowi, a teraz zamartwiają się, czy telewizja nie wyrządziła mu krzywdy. Czytaj










