[Australia] The Amazing Race: Australia

Zaczęty przez Pudelek, Śr, 21 Lip 2010, 13:42:32

Pudelek

1x09
Bardzo ciekawy odcinek. Dobre zadania, wyrównany poziom - dużo emocji i smutna eliminacja chyba najsympatyczniejszej pary tej edycji (nie licząc pań z supermarketu).
Co do zadań, to od zawsze pary żeńskie miały trudniej. No ale mamy równouprawnienie. :los: Za to widzowie chyba przez to bardziej doceniają dokonania par żeńskich, w tym przypadku modelek.
Ciekawe przez ile jeszcze etapów będzie widoczny wpływ uszczuplonego budżetu surferów. Może to spowoduje, że ku zaskoczeniu większości nie wejdą do finału.
Mogę już teraz stwiedzić, że ta edycja (może nie będzie należeć do moich ulubionych ale) bije na głowę ostatnie edycje amerykańskie.

Tkk_Bolly

1x11
Wreszcie jakieś typowo damskie zadanie-szycie. Powinny takie zadania przeplatać się dużo częściej i wtedy zupełnie inaczej wyglądałyby finałowe pary.Ale nie można narzekać: są modelki, którym kibicowałem on samego począrtku oraz serferzy, którym należy się zwycięstwo. Obojętnie, kto z nich wygra będe zadowolony oczywiście jeśli  nie będzie to ojcem z synem.

sloneczko107

1x11
Nareszcie było zadanie które było wprost dla kobiet, a nie typowo męskie :) do końca trzymałam kciuki za modelki i sie bardzo ucieszyłam że był pierwsze i są w finale ^^ oby tak dalej i żeby wygrały, bo to im najbardziej kibicuję, choć jak surferzy wygrają to też jakoś źle nie bedzie :)

Pudelek

1x10
Odcinek dobry choć mało zaskakujący. Zadania które się pojawiły nie mogły wpłynąć na zmianę kolejności z poprzedniego etapu.

1x11
Tutaj było już więcej emocji. Co jakiś czas wszystkie drużyny się zrównywały. Modelki były zdeterminowane co miało dobry skutek. Tak poza tym prawie cały etap rodem wzięty z edycji azjatyckiej.

Rosa

Cytat: Rosa w Nd, 26 Cze 2011, 21:38:28
Po pierwszych 6 odcinkach musze przyznac że australijską edycję oglada mi się o niebo lepiej niz ostatnie amerykańskie. Przede wszystkim zespoly sa jakieś i wzbudzaja emocje. Gdyby jeszcze odpadli serferzy to juz w ogole byłaby bajka ale znając mojego pecha to pewnie dotrwaja do finału i jeszcze niestety to wygraja.

No niestety ale dobrze znam swojego TARowego pecha, zawsze wygrywa ta para ktorej najmniej kibicuję.
Ale mimo tego ta edycja, przynajmniej moim zdaniem, była o klase lepsza od wszystkich edycji amerykańskich z ostatnich kliku lat. Brawa za to że ją zorganizowano bo był to jeden z ciekawszych programów które mogłem ogladac na przełomie wiosny i lata. Czekam na TARAU2


Phil

Edycja udana. Jedna z moich ulubionych, chociaż była masa zadań skopiowanych z TAR Asia. Do tego niektóre etapy były źle ułożone. Intersection na końcu etapu, albo finał... Jeszcze na końcu wygrała drużyna, której nie lubiłem. No trudno ;) Czekam na TAR Aus 2.

Tkk_Bolly

Zwycięzcy mnie satysfakconują, zasłużyli na najwyższą nagrodę, byli o klasę wyżej od pozostałych drużyn.Cieszy też wysokie drugie miejsce modelek. Czekam na II edycję

sloneczko107

Edycja mi się podobała, dużo bardziej jak niektóre amerykańskie.
Surferzy wygrali zasłużenie, ale sądzę że gdyby modelki zdarzyły na pierwszy samolot miałyby szansę na wygraną, zwłaszcza że to było ich rodzinne miasto :)

Phil

Szkoda, że zadania z wróżeniem nie było na polskim etapie. Wróżbita Maciej z pewnością wywróżyłby jednej z drużyn zwycięstwo :D

Pudelek

A no właśnie!  :los: 
Edycję oglądało się przyjemnie do samego końca.
Mam odczucia podobne do Was; Kibicowałem modelkom ale surferzy zasłużyli bardziej na zwycięstwo.  Edycja przebiła ostatnie amerykańskie (choć nie mogę tego stwierdzić do końca bo jeszcze nie obejrzałem ostatniej edycji z gwiazdami poprzednich serii :P).
Czekam na kolejną australijską edycję bo pomimo ściągnięcia wielu konkurencji z edycji azjatyckiej to jednak był Wyścig dookoła świata, a nie tylko Azji.

ciriefan

Obejrzałem ten sezon i tak średnio mi się podobał. Ogólnie zadania były ciekawe, może nawet lepsze niż w amerykańskich edycjach. Pierwsze co mnie drażniło, to prowadzący. Mówił wszystko tak powoli, że aż czekałem, kiedy skończy, bo tak przedłużał. Największym minusem jest jednak cast, a mianowicie jego dysproporcje. Bardzo dużo słabych, niewysportowanych par, przez co pary młode i męskie miały o wiele łatwiej i oczywiście poza małymi zawirowaniami z u-turnem na początku odpadły same niewysportowane pary. W efekcie wszystkie pary, które lubiłem (oprócz Sam i Renae) nie dotarły nawet do drugiej połowy sezonu, w związku z czym oglądanie kilku ostatnich odcinków (zwłaszcza, jak oprócz modelek zostali sami faceci) było męczarnią. Ze względu na taki dobór par, sezon przewidywalny z przewidywalnymi zwycięzcami.

Tyler i Nathan - nie lubiłem ich. Jak mieli nie wygrać z takim castem? Przez pierwszą połowę a może i 3/4 wyścigu mieli z górki, bo nie mieli praktycznie konkurencji w większości drużyn. Z tego wynikło to, że wygrali chyba z połowę jak nie więcej etapów. Na koniec szczęście przy flagach i mamy ślicznych chłoptasiów na linii mety. Aż się słabo robi.

Sam i Renae - uwielbiam je, kojarzą mi się z Dustin i Candace z TAR  Były zabawne, pełne energii i pozytywnego nastawienia. Kibicowałem im do samego końca, jednak zabrakło im szczęścia. Tak dobrze przygotowywały się do finału notując wszystko, a tutaj flagi, jedyna rzecz, której nie notowały 

Jeff i Luke - z męskich par lubiłem ich najbardziej, mieli fajną relację, ale bez szału. Wolałbym ich zwycięstwo niż surferów.

Matt i Tom - od samego początku ich nie lubiłem, tak jak to mam w zwyczaju nie lubić z kowbojską otoczką. Kolejna para, której było w tym wyścigu zbyt łatwo.

Kelly i Dave - omg, jak ja ich nie znosiłem. Z wszystkich niewysportowanych par to oni niestety musieli zajść najdalej. Cały ich wyścig kojarzę tylko z bolącymi mięśniami Dave'a i jego narzekaniami.

Anastasia i Chris - kolejna para, której nie znosiłem. Kolejna typowa ślicznotko-księżniczka, która nie ma zbyt wiele do powiedzenia i jeszcze kawałka drewna nie może przeciąć, i jej chłopak mięśniak, który kompletnie jej nie szanuje. Po wyścigu ich związek się rozpadł, co mnie nie dziwi.

Alana i Mel - uwielbiałem je, miały fajną relację i były bardzo sympatyczne.

Mo i Mos - od pierwszego odcinka mnie irytowali. Słabi i niesamowicie nudni. Nie mam pojęcia, kto ich wziął do castu.

Richard i Joey - villaini początku sezonu, zaszli by dalej, ale u-turn zrobił swoje. Nawet ich lubiłem pomimo ich wredności do innych.

Ann-Marie i Tracy - hahaha były genialne. Były tak zabawne i śmieszne, że oglądało je się z przyjemnością. Moja ulubiona para sezonu. Szkoda, że tak szybko odpadły, ale wzięcie tej kary było debilne, skoro wiedziały, że są ostatnie, a Mo i Mos też mają karę. Trzeba było walczyć dopóki oni nie odsiedzieli swej kary, debilna decyzja.

Ryot i Liberty - pozytywna para, odpadli zbyt wcześnie niestety.